Ogólnie lubię tą porę roku bo o ile przed zimnem można spieprzyć tak przed upałem ciężko i człowiek poci się jak świnia. Do tego śnieg fajnie trzeszczy i ogólnie jest pierwsza klasa. Są dwa zdecydowane minusy zimy. Pierwszy to nie wygoda w jeździe na rowerze, drugi to wątpliwa atrakcja wykręcenia orzełka w powietrzu po nieostrożnym kroku.
Pierwszej niedogodności unikam i to raczej bez problemowo bo po prostu nie wsiadam na rower, co do drugiej szło mi całkiem nieźle do dzisiejszego dnia. Wyłożyłem się tak zgrabnie, że tylko zobaczyłem swoje nogi na wysokości oczu, tak szybko, że nawet nie zdążyłem zakwilić w akcie dezaprobaty dla zaistniałej sytuacji. Swoją drogą dodam, że miałem ręce w kieszeniach(zimno jest) i nie zdążyłem ich wyciągnąć. Bilans jest taki, że mnie napier…bolą mnie, ale za to łepetyna cała, czyli całość na plus.
Tak na zakończenie ciekawy przekładaniec znakowy… niby zakaz, a każdy może jechać…
Dodaj komentarz