I znów to samo…
Nowy rok, nowe możliwości, nowe plany i postanowienia. Jednak jedna rzecz powtarza się wciąż…presja Sylwestra. Nie wiem czy nawet nie silniejsza niż presja Walentynek. Musisz gdzieś iść bo jak nie pójdziesz to jesteś fee, nie zachlasz jesteś bee, nie zaliczysz kilku panienek… tragedia. Ogólnie jestem zwolennikiem poglądu „mam to w dupie” i ta złota zasada choć często nie głoszona oficjalnie, czyni życie łatwiejszym. Mógłbym równie dobrze przespać tą noc ale… ale jest wieczór i kolejny dzień po nim gdzie mam względne wolne, gdzie mogę oddać się temu co lubię, co kocham. Dlatego spędzę ten czas po swojemu bez zbędnej presji.

