Bluzy Facebooka i buty Twittera

Nie będzie to długi wpis choćby dlatego, że nie bardzo jest się nad czym rozwodzić.

Traktuję moje prywatne działania marketingowe na FB jako poligon doświadczalny. To czego się nauczę stosuję w pracy nie ryzykując niezadowolenia klienta… co najwyżej zgarnę zjebki od znajomych.

Czerwona Rozkosz

Musicie wybaczyć mi brak autorskich grafik ale to co mi przychodziło do głowy było poniżej wszelkich granic dobrego smaku ;) Zresztą jak przeczytacie czego dotyczy wpis to sami się przekonacie. W sumie poruszanie tego tematu, tematu TABU, też jest poniżej granic ale taki już jestem… ;)

Wracając do tematu „Czerwonej Rozkoszy”, czyli seksu podczas menstruacji.

Ot seks jak seks. Jeżeli jedna i druga strona czuje się komfortowo to w czym problem?
Jest jeszcze wariant, że jedna ze stron czuje dyskomfort i … chyba lepiej to tak pozostawić i nic z tym nie robić. Bo po co się męczyć?

Jednak pewna firma wyszła z innego założenia i wypuściła produkt, który ma nam pomóc rozwiązać zaistniały stan rzeczy. Po instrukcji i opisie nie bardzo wiem jak ma to działać… Od żeńskiej strony wygląda to jak zwykły tampon (przynajmniej od strony aplikacji bo tak to wygląda jak nakrętka od butelki), od męskiej jak walenie w we wspomniany już korek…

Niestety ani na stronie producenta ani nigdzie indziej nie znalazłem hmm opisu jak to tak na prawdę działa, że tamuje tak doskonale, a facet ostro działając nie przepchnie tego dalej ;) Co prawda na oficjalnej stronie jest Pani, która się szeroko uśmiecha ale myślę, że jak by z tego korzystała to by się tak nie uśmiechała…

Jeżeli jakaś Pani testowała (tak, można to zakupić w PL) to z chęcią poznam jej opinię. Jeszcze lepiej jak podeślę recenzję niniejszego produktu :)

Gynotex

Gynotex

gynotex instrukcja

gynotex instrukcja

Wkurwienie

Przyszło mi żyć w czasach ciekawych. Czasach zagubionych obrońców krzyża, którzy już sami nie wiedzą co bronią i po co, zagubionego brata bliźniaka chcącego się wypromować na śmierci brata… czasach „spierdalaj śledziu” i wciskania F13. W czasach płonących dysków twardych i niebieskich słoneczek GG… ja na prawdę jestem cierpliwy…

….

ale ile kurwa można?!

Wszystko zniesę, na prawdę wszystko po za ludzką głupotą. Przeraża mnie jak ona mnie otacza, zawęża krąg, oblewa mnie z każdej strony. Topię się w bagnie bezkresnej ludzkiej głupoty.

Do niedawna wkurwiałem się na lewo i prawo. Wielu znajomych miało „przyjemność” doświadczyć moich długich odpowiedzi gdy coś mnie zirytowało. Jednak nie jest ze mną tak źle! Robię postępy… teraz gdy widzę głąba, który niestety nauczył się obsługiwać komputer na tyle sprawnie by podzielić się ze mną swoimi posranymi pomysłami po prostu czekam. Odpisuję mu ale w trakcie zaczynam sobie myśleć: I co Ci to da? Myślisz, że zrozumie logiczną argumentacje? Że któryś z niepodważalnych dowodów go przekona? Ni chuja! A gdy puszczą Ci nerwy po długiej wymianie bezproduktywnych zdań i nazwiesz go ćwokiem… to on jeszcze wyskoczy z tekstem, że brakuje Ci argumentów.

Po takim natłoku myśli, bez względu ile już napisałem, dochodzę do wniosku… jebać to… i szukam ikony „x”.

fuuuu

fuuuu

Walenie w kakao ma branie

Pozycjonowanie…temat rzeka. Ile osób tyle teorii jednak co by nie powiedzieć każdy uważa, że pozycjonowanie jest niesamowicie potrzebne. Trudno się z tym nie zgodzić w dobie ogromnej konkurencji oraz wszechobecnego internetu. Teraz jeżeli firma nie ma strony www to nie istnieje, a jeżeli nie wyświetli się w goglach to na pewno nie ma na niej nic ciekawego do zaoferowania.

Dobrze dobrane słowa kluczowe i odpowiednie zabiegi potrafią wygenerować nam całkiem przyzwoity ruch organiczny. Jeżeli nie weźmiemy pod uwagę kosztów pozycjonowania to można by rzec, że otrzymujemy reklamę za darmo. Czemu o tym piszę?

Pamiętacie wpis http://rosalek.pl/380/walenie-w-kakao/ ?

Generuje mi on kilkanaście unikalnych wejść na bloga dziennie z frazy walenie w kakao ;) Oczywiście nie był to zabieg zamierzony, a to kilka wejść więcej nie robi szału. W szoku jednak nadal jestem, a to z następującego powodu.

Kliknij: http://tinyurl.com/284qpoy i przejdź do zakładki grafika… teraz sprawdź z jakiej strony jest pierwsza wyświetlona pozycja ;)

Reasumując:

Spokojnie mogę pod domeną rosalek.pl zakładać stronę porno o tematyce analnej, a wtedy ruch organiczny na frazę „walenie w kakao” wzrośnie wielokrotnie :P

walenie w kakao

walenie w kakao

South Park VS Włatcy Móch

Swego czasu, a dokładniej na samych początkach emisji Włatców Móch, pojawiło się ich przyrównanie do legendarnego już miasteczka South Park. Największymi krzykaczami i w tym przypadku okazały się niepełnoletnie internetowe trolle bez znajomości języka angielskiego. Język obcy w przypadku SP jest dość istotny ponieważ tłumaczenie z Canal+ nie oddaje w pełni niuansów językowych, które wspaniale okraszają całość :) Jednak wracając do tego porównania… Jest dość śmieszne… Jedyne co łączy te dwie produkcje to fakt, że w jednej i drugiej pojawiają się bluzgi… w sumie to też ich nie łączy…  to może fakt,  że są skierowane do pełnoletniej widowni? Też nie bardzo bo WM występują w wersji ocenzurowanej od lat 16.  Wiem! Ilość głównych bohaterów!

Czym dla mnie są Włatcy Móch?

Marną imitacją amerykańskiego serialu. Dlaczego? Współczesne nam czasy widziane oczyma czterech chłopców. Ich perypetią towarzyszą postacie z dnia codziennego (osoby z klasy, rodzice, inni dorośli) oraz przedziwne stwory i byty (Mr. Hankey the Christmas Poo/Miś Przeklinak).  Bohaterowie próbują odnaleźć się w rzeczywistości opanowanej przez dorosłych, w rzeczywistości, która wymaga od nich szybkiego dorośnięcia. Spotykają się z problemami moralnymi na które możemy natrafić każdego dnia. Chcą wejść w świat dorosłych na swój własny sposób np. poprzez wulgaryzmy… STOP STOP! Włatcy Móch nie poruszają dylematów moralnych, problemów dnia powszedniego, politycznych absurdów czy tematów TABU.  Więc czemu służą wulgaryzmy w WM? Jedynie nakręceniu oglądalności… Dlaczego doczepiłem się do tych „brzydkich wyrazów”? Ponieważ niektóre teksty stały się już kultowe i o ile w SP są często niesamowitymi neologizmami o tyle WM to rozrywka dla mas i to niezbyt oświeconych.

Czym dla mnie nie są Włatcy Móch?

Na pewno nie znajdziemy tu mocno zarysowanych profili psychologicznych. Postacie mają swoje pragnienia jednak nie kierują się określonymi życiowymi postawami… po prostu są. Owszem bawi mnie Czesio ale jako koncept postaci ponieważ nie często jeden z bohaterów jest gnijącym trupem ;) Na pewno nie jest taką postacią jak egocentryczny i przesiąknięty antysemityzmem do granic możliwości Cartman.

Podsumowując. Włatcy Móch są od początku do końca produkcją komercyjną, nastawioną wyłącznie na trzepanie kasy poprzez kilka prostych zabiegów psychologicznych. Umieszczenie kilku bluzgów oraz oznaczenia „dla dorosłych” zadziałało tak jak zadziałać powinno. Owoc zakazany dla dzieciaków w całej Polsce. A co nas najbardziej kręci jeżeli nie to co zakazane? Ogromne wpływy ze sprzedaży gadżetów (prawa autorskie/prawa do wizerunku), dzwonków, filmików napełniają kiesy twórców. 12 epizodów w 3 miesiące… to nie może być ambitne nawet gdyby ktoś się starał. Mamy tutaj ten sam problem, który dotyka polskie nieanimowane seriale… masówka.  Jeżeli ma się tydzień na wykombinowanie fabuły, napisanie scenariusza, wykonanie grafik oraz podłożenie głosów to z całym szacunkiem ale to nie może się udać.

Przerażające jest to, ze wciska nam się tą intelektualną papkę, a podobno to Amerykanie są głupi…

South Park VS Włatcy Móch

South Park VS Włatcy Móch